Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 czerwca 2011

motywacja

„Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce” – kto wypowiedział te słowa w oryginale?

A: Kubuś Puchatek
B: Jakiś znany polityk
C: Nie chce mi się nad tym myśleć

środa, 16 lutego 2011

etos pracy

Czasem przeklinam śląskie pochodzenie i wychowanie, które zakorzeniło we mnie przyzwoitość i szacunek do uczciwej pracy.
Czasem myślę sobie, że jedyną firmą, do której nie będę miała zastrzeżeń, będzie taka, która jest moją wyłączną własnością.

czwartek, 12 sierpnia 2010

już się nie boję

Znajomy wielokrotnie zachęcał mnie do porzucenia pracy na etacie i rozpoczęcia czegoś na własny rachunek. On sam niemal etatowo tworzy nowe biznesy, doprowadza je do rozkwitu, a potem sprzedaje. Lubi pracę pioniera.
Przez wiele lat się bałam. Lubię tę przyjemną regularność, z jaką wypłata spływa co miesiąc na konto.
Niespodziewanie pojawiła się możliwość wejścia do spółki. Zdecydowałam się zainwestować. Pozostaję na etacie, ale już wkrótce zostanę przedsiębiorcą.

Trudno wytłumaczyć zjawisko psychologiczne, jakie się z tym wiąże, ale jestem zdumiona rezultatem - przestałam się bać. Mam nowe pomysły na rozwinięcie biznesu. Mam pomysły na nowe biznesy. Dziś powstrzymuje mnie brak kapitału, ale wiem, że z czasem kapitał się znajdzie i będę mogła rozwinąć skrzydła.

Mam tylko nadzieję, że do tego czasu strach nie wypełznie spod szafy i nie obejmie mnie znowu swoimi lepkimi mackami...

piątek, 25 sierpnia 2006

atrakcyjne stanowisko kierownicze

Z pewnej oferty pracy:
Do obowiązków osoby zatrudnionej na tym stanowisku będzie należało prowadzenie roweru firmowego po określonej trasie i rozdawanie przechodniom materiałów promocyjnych.

Ciekawe tylko, po co im CV...

piątek, 25 lutego 2005

Konsultant - człowiek, który pożyczy od ciebie zegarek, żeby ci powiedzieć, która godzina, a później każe sobie za to zapłacić.

piątek, 14 stycznia 2005

Ze spotkaniami z wielkimi ludźmi biznesu pochodzenia amerykańskiego jest trochę jak z występem Britney Spears. Będzie show, plastikowa atmosfera i szum, ale nie da się im zarzucić braku profesjonalizmu i rozmachu.

poniedziałek, 3 stycznia 2005

kilka złotych myśli ze świata pracy

Dobry menedżer to taki, który mówi "tak" lub "nie". I rzadko się myli.
 
Create solutions, not problems.

Work smart, not hard.

poniedziałek, 13 grudnia 2004

firma

Firma, jako nowy twór, jest w stanie zastąpić ludziom miłość, religię i inne wyższe potrzeby. Firma jest niezbędna do tego, żeby w ogóle żyć. Jednocześnie firma jest systemem, który ogranicza, zniewala.
 
Palacze wychodzą przed biurowiec. Jest to swoisty ring, na którym ludzie próbują się z sobą zmierzyć w strachu przed innymi, gdzie próbują siebie podglądać, ponieważ sami czują się winni, że palą mimo zakazu. Przestrzeń przed biurowcem jest przestrzenią, w której wydaje im się, że sprzeniewierzając się zasadom, obowiązującym w firmie, mogą być wolni. Ale to jest dopiero początek. Wychodząc na papierosa wikłają się w relacje między sobą, z których dowiadują się prawdy o partnerach i o sobie.

środa, 13 października 2004

Pisanie życiorysu

Co trzeba?

Trzeba napisać podanie,

a do podania dołączyć życiorys.



Bez względu na długość życia

życiorys powinien być krótki.



Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.

Zamiana krajobrazów na adresy

i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.



Z wszystkich miłości starczy ślubna,

a z dzieci tylko urodzone.



Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.

Podróże tylko jeśli zagraniczne.

Przynależność do czego, ale nie dlaczego.

Odznaczenia bez za co.



Pisz tak, jakbyś z sobą nigdy nie rozmawiał

i omijał z daleka.



Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,

pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.



Raczej cena niż wartość

i tytuł niż treść.

Raczej już numer butów, niż dokąd on idzie,

ten za kogo uchodzisz.



Do tego fotografia z odsłoniętym uchem.

Liczy się jego kształt, nie to, co słychać.

Co słychać?

Łomot maszyn, które mielą papier.



W.Szymborska dla amforki :)

piątek, 28 maja 2004

Stiff jacket syndrome

Stiff jacket syndrome - syndrom sztywnej kurteczki. Tak moja przyjaciółka zwykła określać ten stan nachodzący nas w piątek wieczór, kiedy to po całym pracowitym tygodniu dotrzemy wreszcie do domu. Wpół do jedenastej, pół przytomna szukam w torebce kluczy, otwieram drzwi i w pełnym rynsztunku siadam na kanapie. Notatki rozsypują się gdzieś po podłodze, a w głowie kołacze jedna myśl - to już koniec, już koniec, już nie muszę nigdzie iść, z nikim rozmawiać, niczego załatwiać, za niczym biegać. Siedzi sobie tak człowiek i siedzi, płaszczyka nie zrzuci, bucików nie ściągnie, bo tak jest tym swoim szczęściem otumaniony... Mijają minuty, czasem godziny, a tu ruszyć się nijak. No a poza tym po co? Jestem w swoim domku, nic już dziś nie muszę, cóż więcej wymagać od życia? Wtem błoga ciszę przerywa telefon... Chyba trza odebrać, a nuż gdzieś się pali? Zabieram się z kanapy, czółenka depczą oferty, notatki, wyliczenia. "Tak słucham?" mówię do słuchawki. "O już jesteś, nie chciałam dzwonić wcześniej, bo wiem, że pracujesz, a mam taki problem służbowy..."

Ech, gdzie się w tym naszym życiu naciska "revert the tape"?

niedziela, 25 kwietnia 2004

Zmęczony po pracy przy obsługiwaniu betoniarki, kielni, łopaty. Pięknie zmęczony. Nic z czym nie poradziłby sobie prysznic i dobra kolacja po powrocie z pracy.

Jest całkiem inaczej. 8-9 godzin, umysł wolny, niczym nie skrępowany, bieży gdzie chce. Wolność ciężka do ogarnięcia przy biurku z komputerem.

Praca, której nie sposób przynieść do domu.


Emocje, które nie sposób przenieść na innych, po powrocie z pracy.