Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 sierpnia 2010

blog day

Dziś mamy Blog Day.
Zatem wszystkiego najlepszego wszystkim bloggerom. Oby życie nieustannie dostarczało inspiracji.

czwartek, 29 lipca 2010

wtorek, 27 lipca 2010

transfer in progress...

W bazie starego bloga mam ponad 600 wpisów. W tej chwili przeniosłam niecałe 200. Ehhh... sporo pracy przede mną, ale czuję, że warto.
Z perspektywy czasu cieszę się, że dwa lata temu nie skasowałam całej bazy.

niedziela, 25 lipca 2010

powrót do źródeł :)

Właśnie sobie uświadomiłam, że w 2002 roku przeniosłam bloga z bloggera na serwer uczelni. I oto wracam...

piątek, 23 lipca 2010

wracam...

Po wielu miesiącach (a właściwie ponad 2 latach) milczenia postanowiłam wrócić do blogowania. Pierwsze zadanie wykonane - blog uruchomiony. Postaram się w najbliższych dniach zaimportować wpisy z poprzedniej platformy. To może być skomplikowane, ale szkoda by było utracić tak bogate archiwa.

czwartek, 16 sierpnia 2007

Wiele razy próbowałam, logowałam się, wypełniałam ten uroczy prostokącik literkami, po czym przed kliknięciem "Add item" wycofywałam się, bo to zbyt, zbyt, zbyt było.

sobota, 29 lipca 2006

Blog - reaktywacja

Wracam po kilku miesiącach milczenia. Zaczęłam od lektury starych wpisów i nie poznałam samej siebie.

niedziela, 26 czerwca 2005

świat równoległy

Tutaj nie myślę o płaceniu rachunków za mieszkanie, korku w drodze do pracy, piątkowej imprezie z przyjaciólmi. Nie planuję. Nie dzwonię. Nie piszę.
Tam nie pamiętam o trudnościach, jakie moga się pojawić na projekcie, pisaniu raportów i deadline'ach. Telefony do podwykonawców i uśmiech dla klienta nie należy do moich obowiązków.

Żyję w dwóch równoległych rzeczywistościach, a łącznikiem jest Austrian Airlines obsługujący trasę z Warszawy do Ammanu.

Dlaczego o tym napisałam? Bo to znak życia, tłumaczący dlaczego nie piszę, dlaczego powoli urywa się kontakt, dlaczego znikam, dlaczego niektórzy już pewnie sobie pomyśleli, że nie jestem ich "koleżanką".

wtorek, 15 lutego 2005

Mam potrzebę pisania.

Dużo myślę i to mi szkodzi na głowę. Boli.

Nagle spada na mnie tyle spraw ważnych, decydujących, zagmatwanych i "bez wyjścia". Więc siadam i piszę.

środa, 1 grudnia 2004

"Blog" słowem roku

Michael Hanscom z Microsoftu internetowy pamiętnik zaczął prowadzić jeszcze w latach 90-tych. Kiedy pod koniec października jego szef poprosił go do swojego gabinetu i pokazał fragment wydruku jego pamiętnika, myślał że zemdleje. - Jesteś zwolniony - usłyszał.

środa, 8 września 2004

samokrytyka

Chęć pisania i obnażania się istniała w ludziach zawsze. Kiedy jednak czasem przeglądam archiwa mojego Dziennika dochodzę do wniosku, że spychanie problemów w podświadomość to zdrowa reakcja obronna, zaś wypisywanie ich farbą na murze świadczy o ostrej chorobie psychicznej.

poniedziałek, 23 sierpnia 2004

w kwestii kreacji...

...w blogu czy też w ogóle w wirtualnej rzeczywistości... myślę, że każdy to robi na swój własny sposób, w mniejszym lub większym zakresie. Jednak przesadne kreowanie siebie w sieci nie ma większego sensu, chyba, że ktoś ćwiczy role pseudoteatralne, a pozostali są widzami... czy też królikami doświadczalnymi. W dłuższym czasie taka postać mogłaby się "rozjechać" w kilku kierunkach, gdyż trudno się do końca pozbyć własnej osobowości.

Zresztą podobnie jest w życiu, w prawdziwym świecie też siebie w jakimś stopniu kreujemy, bo co znaczy "być sobą"? Czasami na pewno znaczy reagować na bodźce w sposób bezpośredni i otwarty, a innym razem zachować się tak, jak chcemy w danym momencie, sterując własnymi reakcjami... Nie wiem, czy kreowanie wizerunku można stanowczo uznać za złe... niektórzy zapewne bez pracy nad nim byliby nie do strawienia dla innych, a pozostali po prostu nudni jak flaki z olejem... Na spotkaniu z notablami nie powiemy: "Pierdolisz pan, panie przewodniczący, tak, że aż mi żal pana" - chociaż mamy na to wielką ochotę. Powiemy raczej: "To interesujące i odważne rozwiązanie".

W Internecie kreowanie swojego, nie zawsze zgodnego z rzeczywistością wizerunku, jest o wiele łatwiejsze. Wszystko jest łatwiejsze i w tym widzę niebezpieczeństwo. Wcale nie trzeba kłamać, by wprowadzić w błąd. Wystarczy po prostu nie powiedzieć, że rozrzuca się brudne skarpetki po całym mieszkaniu, albo że wypisuje się w windzie brzydkie wyrazy w zestawieniu z nazwiskiem sąsiada spod siódemki. Z drugiej strony, nie ma obowiązku, by o tym opowiadać. Moim zdaniem stanie się ofiarą błędnego wyobrażenia o kimś jest jednym z potencjalnych skutków ubocznych Internetu i nawiązywania tą drogą znajomości. I nic się z tym zrobić nie da.

Poza tym ludzie wcale nie muszą być wpuszczani w maliny, oni często sami tam włażą. Potrafią zbudować przesadnie pozytywny wizerunek osób, które lubią, a pozbawić jakichkolwiek zalet ludzi nielubianych.

Czy z punktu widzenia etyki taka kreacja jest w porządku? odpowiedziałabym - ani w porządku, ani nie w porządku. To jest element tej gry, która nazywa się życiem w sieci. To trochę tak, jakby zapytać, czy to dobrze, że trawa jest zielona. Ona po prostu jest zielona.


No... to się wymądrzyłam. ;)

środa, 21 lipca 2004

Dziennika mi się zachciało, psia jego matiuszka. O czym mam pisać? O tym, co wszyscy? Toż to nudne jak telenowela.

I tu się przyznam, żem kaleka, bom chyba jeden odcinek Tego, Co Oglądają Miliony widziała. Ani "Złotopolskich", ani "S jak Serwatka"... Kiedy w TV jakieś audiotele na ten temat leci, czuję się malutka i bezrozumna. Ot, relatywizm...

poniedziałek, 28 czerwca 2004

z forum gazeta.pl

sfrustrowane single zyjace netem
internet to blogoslowanienstwo dla singlowych panien, ktore widac dzieki frustracji zyja na tyle mocno, ze wierza w wirtual rownie mocno co i w real..
znam takie, kreujace sie na pieknoty duchowe i cielesne primadonny, belladonny o blyskotliwych umyslach, celujace w ripostach i celnych uwagach, brylujace na komunikatorach, intrygantki, pseudointelektualne uwodzicielki. brak im zycia, odwagi, zlepki 01kowych ciagow.. A KYSZ! A KYSZ! mam juz was dosc! moje gg nie jest dla was, zajmijcie sie praca, zyciem, przestancie mnie zaczepiac


Dziś ktoś stwierdził, że powyższy opis doskonale do mnie pasuje. Widać lektura najszczerszego dziennika, jaki kiedykolwiek prowadziłam, wcale nie musi oznaczać, że czytelnikowi będzie łatwiej mnie poznać i ocenić. Słusznie ocenić.

czwartek, 20 maja 2004

Moje zapiski powstają czasem w chwilach napełnionych bezsilnością wobec rzeczywistości. Ludzie nazywają to szarością  dnia - ja odbieram to jako potwora egzystencji. To właśnie on powoduje dezorientacje człowieka wobec świata.

Proszę podejść do tematu z odrobiną dystansu.

poniedziałek, 3 maja 2004

prawie 3 lata Dziennika pokładowego

Ta kobieta

otwiera się tylko wtedy

gdy jest niewidzialna

to znaczy w nocy lub w liście -

nie znajdziesz jej tam

gdzie chciałbyś



Spod skrzydeł kapelusza

jej oczy jednako proszą

o kawałek ciepłego

rękawa pod policzek

(w torebce grzechocze budzik

abyś mógł do niej dotrzeć

i okruchy przeszłości)



Co wieczór rozsypuje na poduszce

długie samotne włosy

i śni o dniu w którym

zetnie je na ofiarę

niewinna wiedźma skazana na

dożywotnią wolność i uległość



Teraz śpi a więc znowu jest za daleko

abyś mógł do niej dotrzeć

i może nawet nie zauważysz

kiedy się przebudzi



bo zobaczyć ją możesz dopiero wtedy

gdy zamkniesz oczy




Od tego zaczynałam w maju 2001 roku. Podarowałam Internetowi 3 lata mojego myślenia. Mojego życia. Zmieniłam się w tak zwanym międzyczasie, ale niektóre słowa nie straciły nic ze swojej aktualności.



Dziennik to swoista terapia. Sposób na prostowanie pokręconych myśli. Zanim słowa spłyną na ekran trzeba je sformułować, a to największe wyzwanie.



Dziennik leczy rany. I wstrzymuje od ich zadawania.

sobota, 1 maja 2004

Z Księgi gości, wiadomość prywatna: "...dziękuje za to że mogłam tak szczerze płakać czytając...".

To ja dziękuję.

poniedziałek, 26 kwietnia 2004

To co mnie nie przestaje fascynować w Internecie, to łatwość sprzedawania wszystkiego. Począwszy od giełd, sklepów internetowych, skończywszy na sprzedawaniu idei.

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy piszę tak po prostu, czy sprzedaję. Swój sposób myślenia.

środa, 17 grudnia 2003

"Czy pisząc dzienniki z myślą o tym, że ktoś tam je będzie czytał, czy można być naprawde szczerym wobec samego siebie, czy nie zafałszowujesz prawdy o sobie samej, wobec siebie samej?"

Pomyślę. Obiecuję.

Dzięki.