Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 stycznia 2011

welcome home

Ten klip po prostu trafia w sedno - lotniska to szczególne miejsca...
Gratuluję pomysłodawcy.


piątek, 24 września 2010

wyrzut sumienia

Wróciłam niedawno z Afryki. Większość czasu spędziłam w stolicy Rwandy, która jest stosunkowo rozwinięta. W weekend udało mi się również wyjechać na północ kraju, gdzie miałam okazję zobaczyć trochę bliżej jak żyją zwyczajni, niezamożni ludzie.
Większość gospodarstw domowych nie ma dostępu do wody pitnej i noszą ja w kanistrach. Nierzadko wędrują kilka kilometrów. Szczęściarze mają rowery, na które mogą załadować kilka dużych kanistrów. Wiele dzieci opuszcza szkołę i zajmuje się przynoszeniem wody dla całej rodziny - mężczyźni pracują dorywczo, a kobiety zajmują się maluchami i przygotowują posiłki.

Przyjechałam do hotelu, odkręciłam gorąca wodę i wzięłam do ręki pachnący płyn do kąpieli.
Poczułam się bardzo niezręcznie.

środa, 8 września 2010

w drodze

Travel often; getting lost will help you find yourself.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

wojna śmietnikowa

Nie przestaje mnie to oburzać. Jak można zostawiać śmieci pod ścianą śmietnika, dosłownie 2 metry od boksu z kontenerem? Można, bo wiele osób z mojego podwórka tak robi. Przeszkodą są zamykane drzwi od boksu, które skutecznie zniechęcają flejtuchów do odrobiny wysiłku i wrzucenia worka ze śmieciami tam, gdzie jego miejsce. Przypomina mi to Erewań, w którym nieustannie szokował mnie fakt, że nie istnieje pojęcie dbałości o dobro wspólne i śmieni można było zostawiać nawet na klatce. Grunt, że za progiem mieszkania.

Tęsknię w takich chwilach do Szwajcarii, gdzie dla ludzi zupełnie naturalnym jest troska o otoczenie. Pamiętam małe tabliczki informujące, że graffiti jest legalne. Zapewne gdyby nie ta informacja, wiele osób by zadzwoniło do właściwej instytucji z prośbą o usunięcie.

Gdybym miała się gdzieś na stałe przeprowadzić, to tylko tam. Szwajcarskie społeczeństwo to najwyższa forma cywilizacji we współczesnym świecie. :)

sobota, 1 września 2007

znów wędrujemy...

Ekaterinburg i nie tylko...

Środkowy Ural uchodzi w Rosji za rejon pełen tajemnic i niewyjaśnionych zagadek. Tutaj przyjeżdżają w poszukiwaniu UFO ludzie z całej Rosji. Wierzą, że uda im się zobaczyć "latające spodki" i zetknąć z potężną "kosmiczną energią". I choć dotychczas nikomu nie udało się zetknąć z przybyszami z kosmosu, to z niezachwianą wiarą wznoszą modły do nieba...

poniedziałek, 26 lutego 2007

Przestrzeń sugeruje, by się przemieszczać,
jednak jedynym celem podróży mędrców jest ich dom.

wtorek, 5 grudnia 2006

"Świat jest jak księga, kto nie podróżuje, czyta tylko jedną stronę" 
Św. Augustyn

poniedziałek, 4 września 2006

"welcome to Jordan!"

Grupa zachodnich turystów została w poniedziałek ostrzelana w centrum Ammanu. Władze Jordanii poinformowały, że zginął jeden Brytyjczyk; rannych zostało trzech Brytyjczyków, Australijczyk, Nowozelandka i Holender oraz jordański policjant. 

Policja poinformowała, że napastnik, który strzelał z pistoletu maszynowego, został ujęty. Według niemieckiej agencji dpa, jest to jordański ekstremista. Wcześniej różne źródła podawały, że napastnik jest Irakijczykiem.

Według naocznych świadków, napastnik w wieku ponad 30 lat, z ogoloną głową, krzyczał "Allah akbar" (Bóg jest wielki), wymachując pistoletem maszynowym, zanim otworzył ogień.

Atak nastąpił koło rzymskiego amfiteatru, który jest popularną atrakcją turystyczną.

wtorek, 15 sierpnia 2006

zdobywając świat

Najlepszy tytoń do fajki wodnej można kupić na Bliskim Wschodzie - ten z Emiratów nie ma sobie równych.
Huk wodospadów Iguacu i zapach lasów tropikalnych trudno zapomnieć.
Tango jest codziennością na ulicach Buenos, tak jak jazz w Nowym Orleanie. 
Na targu w Damaszku powala aromat przypraw.
Rio tętni pozytywną energią.
Cisza i ciemność na pustyni sprawia, że każdy mieszczuch czuje się nieswojo. 
W Sankt Petersburgu na pierwszy rzut oka widać paryskie fascynacje.
Jerozolima jest jednym z najbardziej klimatycznych miast na świecie, zwłaszcza kiedy się ją podziwia z dachów budynków Starego Miasta. 
W Moskwie przetrwają tylko najsilniejsi. 

Podróżując utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo lubię wracać do miejsca nazywanego DOMEM.

poniedziałek, 31 lipca 2006

Ewa Krawiecka "Moskwa kota Behamota"

Siedząc na ławce nad stawem na Patriarszych Prudach, po raz kolejny przeglądam "Mistrza i Małgorzatę". Wprawdzie Bułhakow już w pierwszym rozdziale przestrzega, by w Moskwie nigdy nie rozmawiać z nieznajomymi, ja jednak mam cichą nadzieję, że dosiądzie się do mnie tajemniczy cudzoziemiec o szatańskim wyglądzie.

W lipcu ubiegłego roku, w trakcie pracy nad książką o "Mistrzu i Małgorzacie", pojechałam do Moskwy. Skorzystałam z zaproszenia Fundacji Bułhakowa, którą kieruje niezwykła i barwna postać, profesor Marietta Omarowna Czudakowa, wraz z innymi pracownikami Fundacji walcząca o przetrwanie słynnego przeklętego mieszkania na Sadowej 302 bis (naprawdę Wielka Sadowa 10), gdzie Bułhakow zakwaterował Wolanda ze świtą. Dziś znajduje się tam siedziba Fundacji.

Kilka dni przeznaczyłam na wędrówkę po miejscach opisanych w arcypowieści Michaiła Bułhakowa. Namawiam do pielgrzymki śladami Wolanda, kota Behemota, Mistrza i Małgorzaty, oczywiście z tekstem powieści pod pachą... Szukając tych magicznych miejsc, sprawdźmy, czy można jeszcze w Moskwie zjeść wspaniałe marynowane borowiki pod lodowatą wódkę, którą tak chętnie raczył się szatan i jego świta, i uniknąć spróbowania słynnego "jesiotra drugiej świeżości" czy pozieleniałej bryndzy, wyszydzonych przez Wolanda.

Tam, gdzie objawił się szatan

Patriarsze Prudy - tu wszystko się zaczęło... Spokojne i ciche miejsce w samym środku miasta wygląda trochę nierealnie. Okolony drzewami i stylowymi latarniami nieduży staw, w dość czystej wodzie przeglądają się lipy - te same, pod którymi objawił się szatan. Na końcu alejki stoi jak niegdyś budka z piwem, do której udali się Berlioz i Iwan Bezdomny.

Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać, natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem "Piwo i napoje chłodzące". (...)

- Butelkę narzanu - poprosił Berlioz.

- Narzanu nie ma - odpowiedziała kobieta z budki i z niejasnych powodów obraziła się.

I dziś na pytanie o narzan słyszę odpowiedź przeczącą. A swoją drogą narzan jest jedną z najlepszych wód mineralnych, jakie piłam: lekko szczypie w gardle, trochę słonawa, zimna i krystalicznie czysta niczym kaukaskie źródła, skąd jest czerpana. Obok jest uliczka Mała Bronna i ulica Jermołajewska, z której w powieści Bułhakowa nadjechał tramwaj, by przejechać niedowiarka Berlioza: I tramwaj natychmiast nadleciał, skręcając w nową trasę z Jermołajewskiej na Bronną. W rzeczywistości tramwaje nigdy tędy nie jeździły, ale cóż, w powieści wszystko jest możliwe...

Lot nagiej Małgorzaty

Na Małej Bronnej 28 można zjeść lunch w modnej i drogiej, jak na moskiewskie realia, knajpce "Café Margarita", do której prowadzą fantazyjnie pomalowane drzwi, a w środku, wśród regałów z tomikami poezji, wisi tryptyk przedstawiający lot nagiej Małgorzaty. Zamawiam sałatkę owocową z kleksem śmietany, a moja tłumaczka sałatkę moskiewską. Moja, podana w kamionkowej miseczce, bardzo mi smakowała, zapewne sprawił to dodatek śmietany, która w Moskwie ma wyjątkowy, słodko-winny smak i niezwykłą gęstość.

Zaułek dalej znajduje się bar "Kot Biegiemot" (Spiridoniewskij Pierieułok 10a), niestety, ku mojej rozpaczy, w generalnym remoncie. Ruszam więc w stronę słynnego Domu Gribojedowa, gdzie w powieści mieścił się Massolit, a dziś znajduje się Instytut Literacki imienia Gorkiego. Tu smakołyki pochłaniała "elita" - wybrańcy obdarzeni talentem poetyckim i... mający dobre układy z władzą: Eh, ho-ho! Stare dzieje! Pamiętają znakomitego Gribojedowa co starsi mieszkańcy Moskwy! Co tam sandacz au naturel z wody?! Sandacz to jeszcze nic (...)! A sterlet, sterlet w srebrzystym naczynku, filet sterleta z szyjkami rakowymi i ze świeżym kawiorem? A jajka de cocotte w pieczarkowym sosie w kokilce? A może mielibyście coś przeciwko filecikom z drozdów? Z truflami? Albo przeciwko przepiórce po genueńsku?

W Instytucie Literackim nie ma i nigdy nie było restauracji, tak barwnie opisanej przez Bułhakowa, ale zachował się placyk, gdzie znajdował się przesławny letni ogródek.

Mansurowski Zaułek 4 jest jak dawniej cichutki i słoneczny. Tutaj mieścił się domek Mistrza - drewniany i ubogi, a kilka domów dalej - śliczna willa z gotyckim oknem, przez które wyleciała Małgorzata, ukochana Mistrza, na skutek nieszczęść przemieniona w wiedźmę. Małgorzata zajmowała z mężem całe piętro pięknej willi stojącej w ogrodzie przy jednej z uliczek Arbatu. Uroczy zakątek! Każdy może się o tym sam przekonać, jeśli tylko zechce się udać do owego ogrodu. Niechże się zwróci do mnie, ja mu podam adres, wskażę drogę, willa stoi do dziś. Teraz ma tu swoją siedzibę ambasada Syrii.

Pobliski Arbat rozczarowuje - może za dużo tu budek z pamiątkami? Ale to nad nim leciała naga wiedźma, niewidzialna i wolna!

Niszczycielska rola prymusa

Siadam w ogródku jednej z wielu knajpek i zamawiam sok świeżo wyciśnięty z grejpfrutów. Jest aromatyczny i gęsty, ale jego cena (5 $) przyprawia przeciętnych moskwian o przyspieszone bicie serca. Na rogu Arbatu i dawnego rynku Smoleńskiego stał opisany zjadliwie przez Bułhakowa Torgsin, gdzie wybrańcy losu za obcą walutę kupowali towary i żywność, niedostępne zwykłym obywatelom. (...) przed lustrzanymi drzwiami Torgsinu na rynku Smoleńskim zjawił się wysoki obywatel w kraciastym garniturze w towarzystwie ogromnego czarnego kocura.

To właśnie tu Behemot żarłocznie pochłaniał mandarynki ze skórką i czekolady, nawet ich nie odpakowując: Behemot, pożarłszy trzecią mandarynkę, wsunął łapę w przemyślną konstrukcję wzniesioną z tabliczek czekolady, wyciągnął jedną tabliczkę ze spodu, wskutek czego, oczywiście, wszystko runęło, po czym połknął czekoladę wraz ze złotą cynfolią.

Ten sklep - symbol nierówności społecznej - spalił kot Behemot, posługując się... prymusem. Dziś mieszczą się tu eleganckie delikatesy "Siódmy Kontynent", gdzie wstępują tylko klienci o zasobnym portfelu, by kupić na przykład wspaniały kawior astrachański albo z ikry bieługi. Na miano luksusowego sklepu zasługuje także Jelisijewskij Magazin (ulica Twerskaja 14). Rewelacyjna jest biełużaja (ikra białego jesiotra) w 113-gramowym słoiczku z niebieską zakrętką po 25 $ i nieco tańsza - po 16 $ - asietrowaja, w słoiczku z czerwoną zakrętką. Niebo w gębie! Do tego kieliszeczek zmrożonej wódki, np. Stolicznej, i można się poczuć, jakby się było zaproszonym przez Wolanda na słynny wiosenny bal przy pełni księżyca.

Nieopodal parku Aleksandrowskiego stoi imponujący dom Paszkowa, z tarasu którego Woland obserwował panoramę miasta i dyskutował z Mateuszem Lewitą o świetle i ciemności. Naprzeciwko cieniste i zatłoczone ogrody Aleksandrowskie, gdzie warto przysiąść na ławeczce plecami do kremlowskiego muru, jak to czyniła Małgorzata. Na ulicy Sadowej trzeba koniecznie zajrzeć do ponurego budynku Teatru Satyry - wszak to tu odbył się słynny seans czarnej magii i owej magii całkowite zdemaskowanie.

Obok w letnim ogródku dwie szemrzące fontanny oraz błękitny (zupełnie jak w powieści) szalet. W nim odbyła się sławetna lekcja prawdy, której Warionusze udzielił kot Behemot i Azazello. Pani obsługująca szalet nie kryje zdziwienia, widząc, że fotografuję to miejsce. W pobliżu kolejna modna i droga restauracja serwująca hamburgery, coca-colę i inne podobne "rewelacje".

Okroszka i warenniki

W Moskwie jest mnóstwo rodzinnych, tanich (w sam raz na kieszeń przeciętnego turysty) barów szybkiej obsługi, np. sieć "Russkoje Bistro", które są alternatywą dla panoszących się wszędzie McDonaldów. Wewnątrz jest miło i czysto. Zamiast paskudnych fast foodów w karcie dań widnieje kilkanaście rodzajów pierożków z ciasta kruchego, drożdżowego, warenników (ugotowanych pierogów) z nadzieniem słodkim, słonym lub kwaśnym, ciepłe watruszki z serem (rodzaj drożdżówek), bliny. Gorąca i smakowita soljanka lub orzeźwiająca okroszka, mimo że podawane w plastikowej miseczce, smakują wybornie. Ceny - od 1 do 3 $ za obiad. Zamiast coca-coli najlepszy na świecie kwas miodowy, o ciężkim, pełnym bukiecie i smaku.

Wyroby mleczne w Moskwie są doskonałe oraz w wielkim wyborze, ale głównie dla łasuchów uwielbiających wszelkie słodkości, rzadko bowiem można trafić na czysty jogurt. Na przykład rjażenka - to coś w rodzaju gęstego jogurtu o różowej barwie i niezwykłym smaku. Samo zdrowie! W litrowych kolorowych kartonach można kupić gęste mleczne koktajle w pełnej gamie smaków, a w srebrnym opakowaniu z fioletowymi winogronami - serek w kostkach. Ten serek o kremowej konsystencji, słodki, tłusty i gęsto nadziany ogromnymi rodzynkami na wiele godzin zaspokaja głód. Strach pomyśleć, ile ma kalorii... Doskonałe, choć o specyficznym smaku i zapachu, są małe, suszone, słone rybki, które mogą być wspaniałą zakuską. Na każdym bazarze, placyku, nawet na stacjach metra kobiecinki w chustkach na głowie sprzedają kiszone w domu małosolne ogórki o zupełnie niezwykłym aromacie i smaku. Uwaga - jeśli kupuje się w "normalnym" sklepie spożywczym, budce czy na bazarze, należy mieć własne opakowanie.

Do sieci niedrogich restauracji należą także "Jołki-Pałki" (np. lokal nieopodal Dworca Kijowskiego, przy ul. Bolszaja Drogomiłowskaja 12a), oferujące smakowite szaszłyki, pierogi, kulebiaki oraz obfitość sałatek (po około 5 $). Byłam również gościem ekskluzywnej restauracji "Korćma Taras Bulba", serwującej dania kuchni ukraińskiej (ul. Piatnickaja 14). Przed wejściem bywalców wysiadających z eleganckich samochodów wita chłopaczek ubrany w ludowy strój. Wnętrze stylizowane na wiejską karczmę, stoły nakryte haftowanymi kilimkami, ale jest klimatyzacja, a kelnerzy w ludowych ukraińskich strojach biegle władają językiem angielskim. Zamawiam rewelacyjne warenniki z kapustą, polane słoniną, a potem, powodowana łakomstwem, jakiego nie powstydziłby się kot Behemot, jeszcze pierogi z wiśniami.

Kwatera Wolanda

Mieści się (...) w wielkim, mającym kształt podkowy, pięciopiętrowym domu na ulicy Sadowej 10. Przez podwórko wchodzimy w magiczną przestrzeń. Ściany na klatce schodowej pokrywa graffiti. Wśród malunków rozróżniam portrety bohaterów powieści, fragmenty tekstu oraz zapisy przemyśleń anonimowych, rzadziej podpisanych, miłośników prozy Bułhakowa. W gościnnych podwojach Fundacji (na drzwiach widnieje wyraźnie napisana cyfra 50 - przeklęte mieszkanie, tak jak w powieści: mieszkanie to - numer pięćdziesiąt - od dawna cieszyło się, jeśli nie złą, to w każdym razie wątpliwą sławą) rozkoszuję się atmosferą tego magicznego wnętrza. Szkoda, że zabrakło pieniędzy na meble z epoki. Ściany zdobią wycięte z czarnego papieru sylwetki bohaterów powieści oraz ilustracje młodych artystów do kolejnych wydań "Mistrza i Małgorzaty". Azazello, tak jak w dziele Bułhakowa, ma wetkniętą w butonierkę kurzą kość! Głaszczę framugę drzwi - może właśnie o nią rozpaczliwie drapał Stiopa, gdy doświadczył działania siły nieczystej, która w jednej sekundzie przeniosła go do Jałty?... Może w tym oknie wygrzewał się Behemot, może ten prymus trzymał w łapach? Pewno tutaj stał stolik z zakąskami, które ze smakiem zjadał szatan ze swoją świtą: (...) na malutkim stoliku stoi taca, na której leży pokrojony biały chleb, prasowany kawior w salaterce, marynowane borowiki na talerzyku (...) i wódka w pojemnej karafce.

Jeszcze tylko zdjęcie przy moim ukochanym Behemocie, w miejscu, gdzie delektował się marynowanymi grzybkami, popijając je wódką, i czas już! czas! na Worobiowe Wzgórza, skąd odlecieli mroczni rycerze ciemności: Woland, Behemot, Korowiow i Azazello, niczym czterej jeźdźcy Apokalipsy, uwożąc Małgorzatę i Mistrza do krainy wiecznego spokoju: Burza przeminęła już bez śladu i przerzucona łukiem ponad całą Moskwę trwała na niebie wielobarwna tęcza, piła wodę z rzeki Moskwy. Wysoko na wzgórzu, między dwiema kępami krzaków, widać było trzy ciemne sylwetki. Woland, Korowiow i Behemot siedzieli na czarnych osiodłanych koniach, patrzyli na rozpościerające się za rzeką miasto, całe w rozpryskach słońca, pobłyskującego w tysiącach zwróconych ku zachodowi okien, na piernikowe baszty Dziewiczego Monasteru.

Na platformie widokowej można podziwiać ten sam widok, który po raz ostatni przed odlotem obserwował Woland i jego świta; między innymi opisane w powieści "piernikowe baszty" klasztoru Nowodziewiczego, gdzie na cmentarzu spoczywa Bułhakow z ostatnią, ukochaną żoną Heleną - prototypem Małgorzaty. Dla Mistrza kupiłam czerwone róże, które tak kochał...

I nadszedł czas, by pożegnać to niezwykłe miasto, którego rozległe przestrzenie stają się nagle bliskie sercu każdego czytelnika "Mistrza i Małgorzaty"...

sobota, 12 listopada 2005

islam = salam (?)

Jordański 11 września

"Jordański despota zamienił te hotele w zaplecze żydów i krzyżowców, obmierzłe miejsce spotkań zdrajców spiskujących przeciw bohaterskim mudżahedinom z Iraku i Palestyny" - pisze w internecie iracka al Kaida kierowana przez Jordańczyka Abu Musaba al Zarkawiego. Dlatego właśnie w środę wieczorem "nasze trzy najprzedniejsze lwy dokonały tam chwalebnej, męczeńskiej misji".
[...]

środa, 9 listopada 2005

czytając przypowieści w miejscu, w którym powstały

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła.

Siedziałam na wzgórzu. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie odgłos wyrażający przerażenie, panikę, rozpacz... ale nie był to głos człowieka. Na przeciwległym zboczu pasło się stado owiec. Jedna z nich odłączyła się i pozostała w tyle, gdy inne powędrowały w poszukiwaniu odrobiny zieleni do schrupania.
Nie wiem dlaczego zawsze myślałam, że zaginiona owca siedzi sobie bezradnie pod krzaczkiem i czeka na ratunek pasterza lub śmierć. Ta wydawała się mieć w sobie wiele woli przetrwania. Ten dźwięk ciągle pobrzmiewa mi w uszach. Owca pędziła na oślep w poszukiwaniu stada. I nawoływała, aż je znalazła.
Tym razem pomoc pasterza nie była konieczna.

wtorek, 8 listopada 2005

góra Nebo

Mojżesz wstąpił na górę Nebo, (....) Pan zaś pokazał mu całą ziemię i umarł Mojżesz, sługa Pański. (...) W chwili śmierci miał Mojżesz sto dwadzieścia lat, a wzrok jego nie był przyćmiony i siły go nie opuściły. Izraelici opłakiwali Mojżesza na stepach Moabu przez trzydzieści dni.
(Pwt 34,1.5.7-8)

czwartek, 29 września 2005

niedziela, 17 lipca 2005

"can-do" vs. "Insha Allah"

"Insha Allah" to sposób na życie. Wszystko w ręku Allaha, od jego woli zależy bieg wydarzeń, Opatrzność czuwa nad wiernymi. Ta filozofia nie jest obca religii chrześcijańskiej, ale muzułmanie dają upust swojej wierze w sprawczą moc woli Allaha na każdym kroku. A jeśli się nie uda? Widać taka była wola boża. I kropka.

Kultura zachodu przyzwyczaja człowieka do myśli, że ma wpływ na włane życie, podejmuje decyzje i jest motorem zmian w otaczającego go rzeczywistości. "Can-do approach" jest w cenie. Jakież jest zdumienie przebojowego konsultanta, gdy nagle staje w obliczu ludzi, którzy od woli Allaha uzależniają wykonanie pracy w terminie lub w ogóle wywiązanie się z zadania.

Czy "Insha Allah" to wymówka usprawiedliwiająca lenistwo, nieporadność, brak determinacji czy słowności? Czy może to odzwierciedlenie zdrowej hierarchii wartości, uporządkowanie świata ukształtowanego ręką człowieka i ręką boga?

A może to jeszcze coś zupełnie innego, czego nie ogarniam...?

Z raportu centrum badawczego Pew

[...] wzrosła rzesza jego [ben Ladena] sympatyków w Jordanii (60 proc.) i Pakistanie (55 proc.), krajach sąsiadach Iraku i Afganistanu, głównych pól bitew toczonych przez USA i ich sojuszników w globalnej wojnie z terroryzmem.
Co ciekawe, sami muzułmanie obawiają się religijnego ekstremizmu niemal równie bardzo jak mieszkańcy Zachodu. Za zagrożenie uważa go trzy czwarte Marokańczyków i ponad połowa Pakistańczyków i Turków, prawie połowa Libańczyków i Jordańczyków.
Za główną przyczynę muzułmańskiego radykalizmu Jordańczycy i Libańczycy uważają niesprawiedliwą ich zdaniem politykę USA [...]
Wzrosła natomiast - z 43 do 57 proc. - liczba Jordańczyków uważających samobójcze zamachy za dozwolony oręż.
W pozostałych krajach muzułmańskich większość jest przeciwna zamachom także w Iraku (popiera je 49 proc. Jordańczyków i tylko 24 proc. Turków). 
W Jordanii wrogość wobec Żydów zadeklarowali wszyscy.

Już się nie mogę doczekać kiedy zweryfikuję te poglądy ze znajomymi Jordańczykami...

niedziela, 26 czerwca 2005

świat równoległy

Tutaj nie myślę o płaceniu rachunków za mieszkanie, korku w drodze do pracy, piątkowej imprezie z przyjaciólmi. Nie planuję. Nie dzwonię. Nie piszę.
Tam nie pamiętam o trudnościach, jakie moga się pojawić na projekcie, pisaniu raportów i deadline'ach. Telefony do podwykonawców i uśmiech dla klienta nie należy do moich obowiązków.

Żyję w dwóch równoległych rzeczywistościach, a łącznikiem jest Austrian Airlines obsługujący trasę z Warszawy do Ammanu.

Dlaczego o tym napisałam? Bo to znak życia, tłumaczący dlaczego nie piszę, dlaczego powoli urywa się kontakt, dlaczego znikam, dlaczego niektórzy już pewnie sobie pomyśleli, że nie jestem ich "koleżanką".

sobota, 25 czerwca 2005

Spódnica do ziemi, płaskie sandały, sweter luźno zarzucony na ramiona, powściągliwy makijaż i biżuteria. Do tego koszulka na ramiączkach. 
Oto przepis na wzbudzanie sensacji na ulicy w tak liberalnym kraju arabskim, jakim jest Jordania. Arabowie nawet nie kryją zainteresowania: odwracają się, pokazują palcami, zagadują. Kawałek odsłoniętego damskiego ramienia jest wystarczającym powodem by użyć klaksonu czy wręcz zatrzymać samochód i spowodować korek. Dla kobiet lubiących być w centrum uwagi to istny raj - tak niewiele potrzeba by zwrócić na siebie uwagę. Tu każda cudzoziemka może się poczuć jak ekshibicjonistka.

Postanowienie: nie przyglądać się obcokrajowcom w Polsce.

środa, 8 czerwca 2005

świat wokół mnie

Jordańczyk strzelił swojej rozwiedzionej siostrze w głowę, kiedy zauważył jej zdjęcie w telefonie komórkowym (z aparatem cyfrowym) swojego przyjaciela - w poniedziałek poinformował rzecznik szpitala. W niedzielę wieczorem, nieznany mężczyzna strzelił dwukrotnie w głowę 31-letniej kobiecie (i matce), następnie oddał się w ręce policji oświadczając, że zamordował ją aby "oczyścić honor rodziny".

Ten incydent jest piątym przykładem tak zwanych zbrodni honoru w Jordanii tylko w tym roku. Ci którzy zostają skazani najczęściej dostają (maksymalnie) 1 rok więzienia.

W zeszłym miesiącu mężczyzna zadźgał swoją siostrę kiedy dowiedział się, iż zgodziła się ona na nieoficjalne małżeństwo z mężczyzną który później zniknął.

W zeszłym roku co najmniej 19 kobiet zostało zamordowanych w Jordanii w ramach zbrodni honoru.