Tutaj nie myślę o płaceniu rachunków za mieszkanie, korku w drodze do pracy, piątkowej imprezie z przyjaciólmi. Nie planuję. Nie dzwonię. Nie piszę.
Tam nie pamiętam o trudnościach, jakie moga się pojawić na projekcie, pisaniu raportów i deadline'ach. Telefony do podwykonawców i uśmiech dla klienta nie należy do moich obowiązków.
Żyję w dwóch równoległych rzeczywistościach, a łącznikiem jest Austrian Airlines obsługujący trasę z Warszawy do Ammanu.
Dlaczego o tym napisałam? Bo to znak życia, tłumaczący dlaczego nie piszę, dlaczego powoli urywa się kontakt, dlaczego znikam, dlaczego niektórzy już pewnie sobie pomyśleli, że nie jestem ich "koleżanką".
niedziela, 26 czerwca 2005
sobota, 25 czerwca 2005
Spódnica do ziemi, płaskie sandały, sweter luźno zarzucony na ramiona, powściągliwy makijaż i biżuteria. Do tego koszulka na ramiączkach.
Oto przepis na wzbudzanie sensacji na ulicy w tak liberalnym kraju arabskim, jakim jest Jordania. Arabowie nawet nie kryją zainteresowania: odwracają się, pokazują palcami, zagadują. Kawałek odsłoniętego damskiego ramienia jest wystarczającym powodem by użyć klaksonu czy wręcz zatrzymać samochód i spowodować korek. Dla kobiet lubiących być w centrum uwagi to istny raj - tak niewiele potrzeba by zwrócić na siebie uwagę. Tu każda cudzoziemka może się poczuć jak ekshibicjonistka.
Postanowienie: nie przyglądać się obcokrajowcom w Polsce.
Oto przepis na wzbudzanie sensacji na ulicy w tak liberalnym kraju arabskim, jakim jest Jordania. Arabowie nawet nie kryją zainteresowania: odwracają się, pokazują palcami, zagadują. Kawałek odsłoniętego damskiego ramienia jest wystarczającym powodem by użyć klaksonu czy wręcz zatrzymać samochód i spowodować korek. Dla kobiet lubiących być w centrum uwagi to istny raj - tak niewiele potrzeba by zwrócić na siebie uwagę. Tu każda cudzoziemka może się poczuć jak ekshibicjonistka.
Postanowienie: nie przyglądać się obcokrajowcom w Polsce.
środa, 8 czerwca 2005
świat wokół mnie
Jordańczyk strzelił swojej rozwiedzionej siostrze w głowę, kiedy zauważył jej zdjęcie w telefonie komórkowym (z aparatem cyfrowym) swojego przyjaciela - w poniedziałek poinformował rzecznik szpitala. W niedzielę wieczorem, nieznany mężczyzna strzelił dwukrotnie w głowę 31-letniej kobiecie (i matce), następnie oddał się w ręce policji oświadczając, że zamordował ją aby "oczyścić honor rodziny".
Ten incydent jest piątym przykładem tak zwanych zbrodni honoru w Jordanii tylko w tym roku. Ci którzy zostają skazani najczęściej dostają (maksymalnie) 1 rok więzienia.
W zeszłym miesiącu mężczyzna zadźgał swoją siostrę kiedy dowiedział się, iż zgodziła się ona na nieoficjalne małżeństwo z mężczyzną który później zniknął.
W zeszłym roku co najmniej 19 kobiet zostało zamordowanych w Jordanii w ramach zbrodni honoru.
Ten incydent jest piątym przykładem tak zwanych zbrodni honoru w Jordanii tylko w tym roku. Ci którzy zostają skazani najczęściej dostają (maksymalnie) 1 rok więzienia.
W zeszłym miesiącu mężczyzna zadźgał swoją siostrę kiedy dowiedział się, iż zgodziła się ona na nieoficjalne małżeństwo z mężczyzną który później zniknął.
W zeszłym roku co najmniej 19 kobiet zostało zamordowanych w Jordanii w ramach zbrodni honoru.
wtorek, 3 maja 2005
Coś niezmiernie ważnego dzieje się na naszych oczach. Straszliwa prawda powoli przenika do umysłu. Dzień umiera.
Od kilku minut asystujemy w milczeniu nie dostrzegając agonii dnia umierającego ponad wzgórzami. Stoimy niezdolni pomóc mu w czymkolwiek, by stanąć w jego obronie, by przeszkodzić jego zgonowi lub przynajmniej go opóźnić.
Dzień umiera.
Nie ma już nadziei. Już za kilka chwil zdarzy się nieuniknione: katastrofy nie da się odwlec.
Dzień umiera bez konwulsji, blednąc gwałtownie, coraz ciemniejszy i zimniejszy w swojej agonii, niczym biedna ofiara trafiona niespodziewanie w samo serce. Dzień umiera spokojnie i bez jęku, w czasie niezbędnym do zgonu.
Błąkit ciemnieje, staje się popielaty, siny, nieuchwytny. Przyglądamy się bezradnie końcowi dnia, który schyla siną głowę za wzgórzami i więdnie, tracąc gwałtownie krew z niewidzialnych żył.
I oto stało się. Na naszych oczach błękit zamienił się w czerń, tak nieoczekiwanie, że nie zdążyliśmy zauważyć momentu przemiany. To koniec. Śmierć w ułamku sekundy.
Żegnaj. Nie był to jakiś niezwykły czy specjalny dzień. Nie był nawet szczególnie dobry ani zły. Nie był to dzień historyczny ani dzień, o którym warto pamiętać. Był to dzień taki, jak wszystkie inne, zupełnie zwykły; ani smutny, ani wesoły; ani piękny ani brzydki. Dzień niemal bezużyteczny.
Ale nigdy go już nie ujrzymy.
Ktoś włączył światło.
Od kilku minut asystujemy w milczeniu nie dostrzegając agonii dnia umierającego ponad wzgórzami. Stoimy niezdolni pomóc mu w czymkolwiek, by stanąć w jego obronie, by przeszkodzić jego zgonowi lub przynajmniej go opóźnić.
Dzień umiera.
Nie ma już nadziei. Już za kilka chwil zdarzy się nieuniknione: katastrofy nie da się odwlec.
Dzień umiera bez konwulsji, blednąc gwałtownie, coraz ciemniejszy i zimniejszy w swojej agonii, niczym biedna ofiara trafiona niespodziewanie w samo serce. Dzień umiera spokojnie i bez jęku, w czasie niezbędnym do zgonu.
Błąkit ciemnieje, staje się popielaty, siny, nieuchwytny. Przyglądamy się bezradnie końcowi dnia, który schyla siną głowę za wzgórzami i więdnie, tracąc gwałtownie krew z niewidzialnych żył.
I oto stało się. Na naszych oczach błękit zamienił się w czerń, tak nieoczekiwanie, że nie zdążyliśmy zauważyć momentu przemiany. To koniec. Śmierć w ułamku sekundy.
Żegnaj. Nie był to jakiś niezwykły czy specjalny dzień. Nie był nawet szczególnie dobry ani zły. Nie był to dzień historyczny ani dzień, o którym warto pamiętać. Był to dzień taki, jak wszystkie inne, zupełnie zwykły; ani smutny, ani wesoły; ani piękny ani brzydki. Dzień niemal bezużyteczny.
Ale nigdy go już nie ujrzymy.
Ktoś włączył światło.
sobota, 2 kwietnia 2005
"Kontempluję piękno tej ojczystej ziemi, uprzytamniam sobie ten szczególny wymiar zbawczej misji Syna Bożego. Tu z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku".
Mówił to w Zamościu w roku 1999. Dziś na tej ziemi płaczą nawet ptaki.
Mówił to w Zamościu w roku 1999. Dziś na tej ziemi płaczą nawet ptaki.
niedziela, 6 marca 2005
Uwiązany słoń - fragment "Pozwól, że Ci opowiem" - Jorge Bucay
KIEDY BYŁEM MAŁY, UWIELBIAŁEM CYRK, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który - jak się później okazało - był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę... Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.
Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.
To oczywista tajemnica.
Co go trzyma w takim razie?
Czemu nie ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: "Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?"
Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź.
Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź.
Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.
Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego... Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił...
Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku - idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność.
Żyjemy w przekonaniu, że "nie możemy" wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:
NIE MOGĘ... NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ
Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ!!!
To właśnie dzieje się z tobą. Żyjesz uwarunkowany wspomnieniem kogoś, kto nie mógł czegoś osiągnąć, i który już nie istnieje.
Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe twoje serce...
CAŁE TWOJE SERCE!
Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.
To oczywista tajemnica.
Co go trzyma w takim razie?
Czemu nie ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: "Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?"
Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź.
Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź.
Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.
Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego... Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił...
Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku - idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność.
Żyjemy w przekonaniu, że "nie możemy" wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:
NIE MOGĘ... NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ
Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ!!!
To właśnie dzieje się z tobą. Żyjesz uwarunkowany wspomnieniem kogoś, kto nie mógł czegoś osiągnąć, i który już nie istnieje.
Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe twoje serce...
CAŁE TWOJE SERCE!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)