A niebo milczy w tych sprawach
Bo nie jest rzeczą aniołów
Niepamięć...
środa, 2 maja 2007
niedziela, 25 marca 2007
Ludziom przytrafiają się sytuacje banalne i pospolite - a jednak może się okazać, że nie aż tak banalne i pospolite, by gdzieś głęboko nie odcisnęły swego piętna.
Przeżywanie staje się czasem podstawowym wymiarem egzystencji; podstawowym, a zarazem tajemniczym, bo przecież miłość to tylko zintensyfikowany ból, zachwyt w sekundę przeradza się w rozczarowanie, a nuda okazuje się sposobem na śmierć i życie...
Przeżywanie staje się czasem podstawowym wymiarem egzystencji; podstawowym, a zarazem tajemniczym, bo przecież miłość to tylko zintensyfikowany ból, zachwyt w sekundę przeradza się w rozczarowanie, a nuda okazuje się sposobem na śmierć i życie...
niedziela, 18 marca 2007
i odwrócił się na pięcie
- Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
- Tylko wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia.
- Tylko wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia.
poniedziałek, 26 lutego 2007
poniedziałek, 5 lutego 2007
Kafka "Die Brucke"
Byłem zesztywniały i zziębnięty, byłem mostem nad przepaścią. Palce u nóg po jednej stronie, palce u rąk wczepione w drugą, zęby wbite w kruchą glinę. Wiatr trzepotał połami mego płaszcza. Daleko w dole szumiał strumień pełen pstrągów. Żaden turysta nie docierał tak wysoko, most nie był jeszcze naniesiony na mapy. Leżałem więc i czekałem; mogłem tylko czekać. Żaden most raz przerzucony nie może przestać być mostem. Chyba że się zawali.
Było to pod wieczór któregoś dnia - pierwszego, tysięcznego? - nie potrafię powiedzieć, moje myśli były wciąż zmącone i wciąż krążyły w kółko. Pod wieczór, latem, gdy szum strumienia stał się donośniejszy, usłyszałem dźwięk ludzkich kroków! Do mnie, do mnie. Wyprostuj się, moście, gotujcie się belki bez poręczy na przyjęcie powierzonego wam wędrowca. Jeśli jego kroki są niepewne, dodajcie im niepostrzeżenie siły, ale jeśli się potknie, pokażcie, co umiecie, i jak Bóg Gór strąćcie go w otchłań.
Wstąpił na mnie, obstukał mnie żelaznym szpikulcem laski, podniósł nadziane nań poły mojego płaszcza i ułożył je na miejscu. Zanurzył szpikulec laski w moich gęstych włosach i pozostawił go tam długo, zapominając pewnie o mnie, gdy toczył dookoła błędnym wzrokiem. Lecz wtem - towarzyszyłem mu właśnie myślą nad górami i dolinami - skoczył obiema nogami na środek mego ciała. Zadrżałem od przejmującego bólu, nie wiedząc, co się dzieje. Kto to? Dziecko? Sen? Włóczęga? Samobójca? Kusiciel? Niszczyciel? I obróciłem się by go zobaczyć. Obracający się most! Nie zdążyłem się jeszcze obrócić całkowicie, gdy zacząłem spadać. Spadłem i w ciągu chwili rozszarpały mnie na wylot ostre kamienie, które dotąd spoglądały na mnie zawsze tak spokojnie z rwącego potoku.
[tłum. Gustaw Herling - Grudziński]
Było to pod wieczór któregoś dnia - pierwszego, tysięcznego? - nie potrafię powiedzieć, moje myśli były wciąż zmącone i wciąż krążyły w kółko. Pod wieczór, latem, gdy szum strumienia stał się donośniejszy, usłyszałem dźwięk ludzkich kroków! Do mnie, do mnie. Wyprostuj się, moście, gotujcie się belki bez poręczy na przyjęcie powierzonego wam wędrowca. Jeśli jego kroki są niepewne, dodajcie im niepostrzeżenie siły, ale jeśli się potknie, pokażcie, co umiecie, i jak Bóg Gór strąćcie go w otchłań.
Wstąpił na mnie, obstukał mnie żelaznym szpikulcem laski, podniósł nadziane nań poły mojego płaszcza i ułożył je na miejscu. Zanurzył szpikulec laski w moich gęstych włosach i pozostawił go tam długo, zapominając pewnie o mnie, gdy toczył dookoła błędnym wzrokiem. Lecz wtem - towarzyszyłem mu właśnie myślą nad górami i dolinami - skoczył obiema nogami na środek mego ciała. Zadrżałem od przejmującego bólu, nie wiedząc, co się dzieje. Kto to? Dziecko? Sen? Włóczęga? Samobójca? Kusiciel? Niszczyciel? I obróciłem się by go zobaczyć. Obracający się most! Nie zdążyłem się jeszcze obrócić całkowicie, gdy zacząłem spadać. Spadłem i w ciągu chwili rozszarpały mnie na wylot ostre kamienie, które dotąd spoglądały na mnie zawsze tak spokojnie z rwącego potoku.
[tłum. Gustaw Herling - Grudziński]
Ze wszystkich ludzi na świecie najbardziej nie ufam sobie.
Nie ufam, bo boję się, że jestem w stanie doprowadzić się na skraj szaleństwa i z takiego stanu nigdy nie wyjść. Uwielbiam patrzeć jak kształty układają się w logiczne struktury, a potem rozmywają się tak, żeby nigdy więcej nie powrócić do swej pierwotnej formy.
Nie ufam, bo boję się, że jestem w stanie doprowadzić się na skraj szaleństwa i z takiego stanu nigdy nie wyjść. Uwielbiam patrzeć jak kształty układają się w logiczne struktury, a potem rozmywają się tak, żeby nigdy więcej nie powrócić do swej pierwotnej formy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)