[...] wzrosła rzesza jego [ben Ladena] sympatyków w Jordanii (60 proc.) i Pakistanie (55 proc.), krajach sąsiadach Iraku i Afganistanu, głównych pól bitew toczonych przez USA i ich sojuszników w globalnej wojnie z terroryzmem.
Co ciekawe, sami muzułmanie obawiają się religijnego ekstremizmu niemal równie bardzo jak mieszkańcy Zachodu. Za zagrożenie uważa go trzy czwarte Marokańczyków i ponad połowa Pakistańczyków i Turków, prawie połowa Libańczyków i Jordańczyków.
Za główną przyczynę muzułmańskiego radykalizmu Jordańczycy i Libańczycy uważają niesprawiedliwą ich zdaniem politykę USA [...]
Wzrosła natomiast - z 43 do 57 proc. - liczba Jordańczyków uważających samobójcze zamachy za dozwolony oręż.
W pozostałych krajach muzułmańskich większość jest przeciwna zamachom także w Iraku (popiera je 49 proc. Jordańczyków i tylko 24 proc. Turków).
W Jordanii wrogość wobec Żydów zadeklarowali wszyscy.
Już się nie mogę doczekać kiedy zweryfikuję te poglądy ze znajomymi Jordańczykami...
niedziela, 17 lipca 2005
niedziela, 26 czerwca 2005
świat równoległy
Tutaj nie myślę o płaceniu rachunków za mieszkanie, korku w drodze do pracy, piątkowej imprezie z przyjaciólmi. Nie planuję. Nie dzwonię. Nie piszę.
Tam nie pamiętam o trudnościach, jakie moga się pojawić na projekcie, pisaniu raportów i deadline'ach. Telefony do podwykonawców i uśmiech dla klienta nie należy do moich obowiązków.
Żyję w dwóch równoległych rzeczywistościach, a łącznikiem jest Austrian Airlines obsługujący trasę z Warszawy do Ammanu.
Dlaczego o tym napisałam? Bo to znak życia, tłumaczący dlaczego nie piszę, dlaczego powoli urywa się kontakt, dlaczego znikam, dlaczego niektórzy już pewnie sobie pomyśleli, że nie jestem ich "koleżanką".
Tam nie pamiętam o trudnościach, jakie moga się pojawić na projekcie, pisaniu raportów i deadline'ach. Telefony do podwykonawców i uśmiech dla klienta nie należy do moich obowiązków.
Żyję w dwóch równoległych rzeczywistościach, a łącznikiem jest Austrian Airlines obsługujący trasę z Warszawy do Ammanu.
Dlaczego o tym napisałam? Bo to znak życia, tłumaczący dlaczego nie piszę, dlaczego powoli urywa się kontakt, dlaczego znikam, dlaczego niektórzy już pewnie sobie pomyśleli, że nie jestem ich "koleżanką".
sobota, 25 czerwca 2005
Spódnica do ziemi, płaskie sandały, sweter luźno zarzucony na ramiona, powściągliwy makijaż i biżuteria. Do tego koszulka na ramiączkach.
Oto przepis na wzbudzanie sensacji na ulicy w tak liberalnym kraju arabskim, jakim jest Jordania. Arabowie nawet nie kryją zainteresowania: odwracają się, pokazują palcami, zagadują. Kawałek odsłoniętego damskiego ramienia jest wystarczającym powodem by użyć klaksonu czy wręcz zatrzymać samochód i spowodować korek. Dla kobiet lubiących być w centrum uwagi to istny raj - tak niewiele potrzeba by zwrócić na siebie uwagę. Tu każda cudzoziemka może się poczuć jak ekshibicjonistka.
Postanowienie: nie przyglądać się obcokrajowcom w Polsce.
Oto przepis na wzbudzanie sensacji na ulicy w tak liberalnym kraju arabskim, jakim jest Jordania. Arabowie nawet nie kryją zainteresowania: odwracają się, pokazują palcami, zagadują. Kawałek odsłoniętego damskiego ramienia jest wystarczającym powodem by użyć klaksonu czy wręcz zatrzymać samochód i spowodować korek. Dla kobiet lubiących być w centrum uwagi to istny raj - tak niewiele potrzeba by zwrócić na siebie uwagę. Tu każda cudzoziemka może się poczuć jak ekshibicjonistka.
Postanowienie: nie przyglądać się obcokrajowcom w Polsce.
środa, 8 czerwca 2005
świat wokół mnie
Jordańczyk strzelił swojej rozwiedzionej siostrze w głowę, kiedy zauważył jej zdjęcie w telefonie komórkowym (z aparatem cyfrowym) swojego przyjaciela - w poniedziałek poinformował rzecznik szpitala. W niedzielę wieczorem, nieznany mężczyzna strzelił dwukrotnie w głowę 31-letniej kobiecie (i matce), następnie oddał się w ręce policji oświadczając, że zamordował ją aby "oczyścić honor rodziny".
Ten incydent jest piątym przykładem tak zwanych zbrodni honoru w Jordanii tylko w tym roku. Ci którzy zostają skazani najczęściej dostają (maksymalnie) 1 rok więzienia.
W zeszłym miesiącu mężczyzna zadźgał swoją siostrę kiedy dowiedział się, iż zgodziła się ona na nieoficjalne małżeństwo z mężczyzną który później zniknął.
W zeszłym roku co najmniej 19 kobiet zostało zamordowanych w Jordanii w ramach zbrodni honoru.
Ten incydent jest piątym przykładem tak zwanych zbrodni honoru w Jordanii tylko w tym roku. Ci którzy zostają skazani najczęściej dostają (maksymalnie) 1 rok więzienia.
W zeszłym miesiącu mężczyzna zadźgał swoją siostrę kiedy dowiedział się, iż zgodziła się ona na nieoficjalne małżeństwo z mężczyzną który później zniknął.
W zeszłym roku co najmniej 19 kobiet zostało zamordowanych w Jordanii w ramach zbrodni honoru.
wtorek, 3 maja 2005
Coś niezmiernie ważnego dzieje się na naszych oczach. Straszliwa prawda powoli przenika do umysłu. Dzień umiera.
Od kilku minut asystujemy w milczeniu nie dostrzegając agonii dnia umierającego ponad wzgórzami. Stoimy niezdolni pomóc mu w czymkolwiek, by stanąć w jego obronie, by przeszkodzić jego zgonowi lub przynajmniej go opóźnić.
Dzień umiera.
Nie ma już nadziei. Już za kilka chwil zdarzy się nieuniknione: katastrofy nie da się odwlec.
Dzień umiera bez konwulsji, blednąc gwałtownie, coraz ciemniejszy i zimniejszy w swojej agonii, niczym biedna ofiara trafiona niespodziewanie w samo serce. Dzień umiera spokojnie i bez jęku, w czasie niezbędnym do zgonu.
Błąkit ciemnieje, staje się popielaty, siny, nieuchwytny. Przyglądamy się bezradnie końcowi dnia, który schyla siną głowę za wzgórzami i więdnie, tracąc gwałtownie krew z niewidzialnych żył.
I oto stało się. Na naszych oczach błękit zamienił się w czerń, tak nieoczekiwanie, że nie zdążyliśmy zauważyć momentu przemiany. To koniec. Śmierć w ułamku sekundy.
Żegnaj. Nie był to jakiś niezwykły czy specjalny dzień. Nie był nawet szczególnie dobry ani zły. Nie był to dzień historyczny ani dzień, o którym warto pamiętać. Był to dzień taki, jak wszystkie inne, zupełnie zwykły; ani smutny, ani wesoły; ani piękny ani brzydki. Dzień niemal bezużyteczny.
Ale nigdy go już nie ujrzymy.
Ktoś włączył światło.
Od kilku minut asystujemy w milczeniu nie dostrzegając agonii dnia umierającego ponad wzgórzami. Stoimy niezdolni pomóc mu w czymkolwiek, by stanąć w jego obronie, by przeszkodzić jego zgonowi lub przynajmniej go opóźnić.
Dzień umiera.
Nie ma już nadziei. Już za kilka chwil zdarzy się nieuniknione: katastrofy nie da się odwlec.
Dzień umiera bez konwulsji, blednąc gwałtownie, coraz ciemniejszy i zimniejszy w swojej agonii, niczym biedna ofiara trafiona niespodziewanie w samo serce. Dzień umiera spokojnie i bez jęku, w czasie niezbędnym do zgonu.
Błąkit ciemnieje, staje się popielaty, siny, nieuchwytny. Przyglądamy się bezradnie końcowi dnia, który schyla siną głowę za wzgórzami i więdnie, tracąc gwałtownie krew z niewidzialnych żył.
I oto stało się. Na naszych oczach błękit zamienił się w czerń, tak nieoczekiwanie, że nie zdążyliśmy zauważyć momentu przemiany. To koniec. Śmierć w ułamku sekundy.
Żegnaj. Nie był to jakiś niezwykły czy specjalny dzień. Nie był nawet szczególnie dobry ani zły. Nie był to dzień historyczny ani dzień, o którym warto pamiętać. Był to dzień taki, jak wszystkie inne, zupełnie zwykły; ani smutny, ani wesoły; ani piękny ani brzydki. Dzień niemal bezużyteczny.
Ale nigdy go już nie ujrzymy.
Ktoś włączył światło.
sobota, 2 kwietnia 2005
"Kontempluję piękno tej ojczystej ziemi, uprzytamniam sobie ten szczególny wymiar zbawczej misji Syna Bożego. Tu z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku".
Mówił to w Zamościu w roku 1999. Dziś na tej ziemi płaczą nawet ptaki.
Mówił to w Zamościu w roku 1999. Dziś na tej ziemi płaczą nawet ptaki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)