poniedziałek, 5 lipca 2004

złośliwie

Tak wielu mężczyzn...

...a tak niewielu może ze mną wytrzymać. :)

niedziela, 4 lipca 2004

list II

Czasem potrzebuję inspiracji, motywacji. I czasem nie znajduję ich w sobie.
Szkoda, że tego nie dostrzegasz.
 
Doceniam, że ktoś potrafi mnie nakłonić do działania, do podjęcia wyzwania i realizowania planów, które chyłkiem upchnęłam na liście "Nierealne". Wiesz, czasem marzenia wymagają sporo pracy.

Szkoda, że tak troszczy się o mnie zupełnie obcy człowiek.

list I

Zrozum wreszcie, że nie od każdego można chcieć pomocy. Czasem to takie poniżające... Jeśli proszę, to tym samym okazuję zaufanie. Przecież w takim momencie pokazuję swoją słabość, brak samowystarczalności.

Wiem, że nadal nie rozumiesz...

czwartek, 1 lipca 2004

Kohelet, pradawny egzystencjalista, który pochyla się nad dramatem ludzkiego istnienia, nie może uwolnić się od ciężaru czasu. Jest czas... Jest czas człowieka. Historia cesarzy, trybunów, konsulów, wielkorządców i historia bezpłodnego małżeństwa, matki oczekującej dziecka, ojca wypełniającego swoje zajęcia, historia młodej dziewczyny, która snuje własny projekt życia, pisze własną historię. Czas, wielki i mały, odnotowywany przez dziejopisarzy i pisany wyłącznie miarą pojedynczej pamięci i miarą ludzkiego serca. Czas człowieka, w którym on sam musi siebie odnaleźć.

Zwykło się mówić, że człowiek musi odnaleźć sens swojego życia. Odnaleźć sens to tyle, co dokonać interpretacji czasu.

poniedziałek, 28 czerwca 2004

z forum gazeta.pl

sfrustrowane single zyjace netem
internet to blogoslowanienstwo dla singlowych panien, ktore widac dzieki frustracji zyja na tyle mocno, ze wierza w wirtual rownie mocno co i w real..
znam takie, kreujace sie na pieknoty duchowe i cielesne primadonny, belladonny o blyskotliwych umyslach, celujace w ripostach i celnych uwagach, brylujace na komunikatorach, intrygantki, pseudointelektualne uwodzicielki. brak im zycia, odwagi, zlepki 01kowych ciagow.. A KYSZ! A KYSZ! mam juz was dosc! moje gg nie jest dla was, zajmijcie sie praca, zyciem, przestancie mnie zaczepiac


Dziś ktoś stwierdził, że powyższy opis doskonale do mnie pasuje. Widać lektura najszczerszego dziennika, jaki kiedykolwiek prowadziłam, wcale nie musi oznaczać, że czytelnikowi będzie łatwiej mnie poznać i ocenić. Słusznie ocenić.

czwartek, 24 czerwca 2004

dziś słucham bez przerwy...

Uderzył deszcz, wybuchła noc,

Przy drodze pusty dwór,

W katedrach drzew, w przyłbicach gór,

Wagnerowski ton.



Za witraża dziwnym szkłem,

Pustych komnat chłód,

W szary pył rozbity czas,

Martwy, pusty dwór.



Dorzucam drew, bo ogień zgasł,

Ciągle burza trwa,

Nagle feria barw i mnóstwo świec,

Ktoś na skrzypcach gra,

Gotyckie odrzwia chylą się

I skrzypiąc suną w bok

I biała pani płynie z nich

W brylantowej mgle.



Zawirował z nami dwór,

Rudych włosów płomień,

Nad górami lecę, lecę z nią,

Różę trzyma w dłoni.



A po nocy przychodzi dzień,

A po burzy spokój,

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien

A po nocy przychodzi dzień,

A po burzy spokój,

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien



Znowu szary, pusty dom,

Gdzie schroniłem się

I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi

Na witraża szkle,

Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,

W życie się zanurzyć,

Chociaż w ręce jeszcze tkwi

Lekko zwiędła róża...



A po nocy przychodzi dzień,

A po burzy spokój,

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien

A po nocy przychodzi dzień,

A po burzy spokój,

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien



Z pewnością nikt nie rozpozna anioła w tej pokaleczonej istocie...